Kochanie się nie jest dobrym pomysłem w okresie transformacji. Jest bardzo dobrym pomysłem.
Seks dawno przestał być rozpatrywany w kategoriach przyjemności czy powiększania rodziny. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) jest ważnym składnikiem zdrowia, naszego dobrostanu psychicznego, emocjonalnego i fizycznego. I to przez całą, CAŁĄ, długość życia.
Seks po 50. Korzyści
Jak lata temu prof. Lew-Starowicz głosił: udane życie seksualne przekłada się na lepszą codzienność. Sprzyja długowieczności, zmniejsza ryzyko zachorowania na serce i depresję, wzmacnia mięśnie, działa przeciwbólowo, a przez podnoszenie poziomu przeciwciał, w tym IgA, wspomaga układ odpornościowy organizmu. Coraz więcej lekarzy zaleca uprawianie miłości dla zdrowia – szczególnie w trudnym okresie transformacji, bo korzyści z tej przyjemności mamy wtedy jeszcze więcej.
Popatrzmy: regularny masaż miejsc intymnych poprawia ich ukrwienie i elastyczność, spowalnia wiotczenie tkanek, pomaga utrzymać wilgotność pochwy i zapobiega sklejaniu się jej ścianek. Przeżywanie orgazmu zaleca się jako świetne ćwiczenie mięśni dna miednicy – wskutek spadku poziomu estrogenów tracą elastyczność, co może prowadzić do (częstych w okresie meno) problemów z nietrzymaniem moczu, zwłaszcza przy wysiłku, i uczucia ciężkości w podbrzuszu. Uprawiać miłość warto także dla wzmocnienia krążenie i zmniejszenia ryzyka zawału mięśnia sercowego, obniżenia ciśnienia krwi, a także poprawy samopoczucia. Seks wyjątkowo dobrze rozluźnia, redukuje stres i lęk. Niweluje też częste w okresie transformacji kłopoty z zasypianiem. Uniesienia przeżywane z partnerem/partnerką wzmacniają więzi, a przez wyrzuty endorfin, oksytocyny, serotoniny uwalnia się poczucie bezpieczeństwa, błogości, szczęścia.
Seks po 50. może być jeszcze lepszy
Dojrzałość nas zmienia, co widać w łóżku. Już znamy swoje ciała, wiemy co lubimy. Jak pokazał raport „Seksualna mapa Polki” z 2023 roku mamy większy luz niż kiedyś – od 46. roku życia znacznie poprawia się nam samopoczucie w swoim ciele. „Bardzo dobrze” i „dobrze” czuje się 65 proc. kobiet w okresie meno i starszych (a tylko 44 proc. młodych dziewczyn). I koronna zaleta seksu 50+: nie wymaga zabezpieczeń. Jeśli miesiączki ustały na dobre (co wiemy rok od pojawienia się ostatniej, nie wcześniej), czyli faktycznie już przeszłyśmy menopauzę, to łatwiej o pełen relaks podczas kochania się – nie ma ryzyka zajścia w niechcianą ciążę. Ale uwaga: nie maleje ryzyko infekcji bakteryjnej, wirusowej czy pasożytniczej. Brak miesiączki nie chroni niestety przed chorobami przenoszonymi drogą płciową. Warto o tym pamiętać szczególnie w przypadku kontaktów przygodnych, tzw. sanatoryjnych.
Libido w menopauzie
Ktoś powie: hola, hola. Co jednak zrobić, gdy jednym z (flagowych!) objawów transformacji jest spadek libido? Według badań Massachusetts Women’s Health Study nawet co druga kobieta (53 proc.) kobiet deklaruje brak zainteresowania tą sferą, a o chwilowym desinteressment mówi nawet 90 proc. Wiele kobiet widzi w tym mądrość natury, która wygasza popęd seksualny jako bezcelowy, skoro i tak nie da się począć ani urodzić dziecka. Tyle że poza korzyściami reprodukcyjnymi seks pełni też rolę relaksującą, kondycjonującą i więziotwórczą. Szczęśliwie przybywa terapii przywracających libido. To przede wszystkim suplementacja estrogenów w ramach HTZ, ale także – nowość – kuracja testosteronowa. Niewielkie dawki tego „męskiego” hormonu nie tylko zaostrzają apetyt seksualny, ale też dodają energii i siły do działania. Jak podpowiada ginekolog, dr Tadeusz Oleszczuk, pomocą w zwiększeniu ochoty na seks może być nasza praca nad nim – na przykład umawianie się na randki. Dla związków z dużym przebiegiem wyznaczanie sobie dnia i godziny na tête-à-tête może być bardzo ożywiające. Jeśli takie spotkania potraktujemy poważnie, i już kilka dni wcześniej zaczniemy się szykować, wybierać outfit, żele i zabawki erotyczne, to rozpalimy wyobraźnię, a wraz z nią obudzimy ciało. W końcu to głowa jest głównym narządem seksu.
Menopauza a suchość pochwy
Stosowanie HTZ – w tym estrogenów podawanych miejscowo – może pomóc na jeszcze inną bolączkę czasu transformacji: suchość miejsc intymnych. Szacuje się, że problem ten zna 30-60 proc. kobiet. Może być odczuwalny na co dzień, choć przede wszystkim podczas seksu. W takich przypadkach wyraźny poślizg i nawilżenie – i to od razu – daje używanie żeli intymnych. Zanim jednak sięgniemy po obiecujący rozkosz preparat, sprawdźmy jego skład. Wszelkie środki wmasowywane w skórę okolic intymnych powinny być uważnie przebadane. Rygorystyczne wymagania spełnia jedwabisty żel intymny do masażu MELT z linii MAKE LOVE. Zawiera roślinne ekstrakty kojące, które regenerują naskórek, a do tego pobudzają męskie, jak i żeńskie zmysły. Jest więc idealnym produktem do podnoszenia temperatury gry wstępnej.
Przy okazji warto przypomnieć, by do nawilżania miejsc intymnych nie stosować śliny. Ślina często zawiera patogeny, przez co może inicjować zakażenia. Do tego szybko wysycha, a wtedy powoduje tarcie. Zmienia też naturalne, kwaśne pH pochwy, osłabiając jej ochronę, która w okresie menopauzy i tak jest nadwątlona.
Seks pomaga w menopauzie. Także solo
Wraz z normalizowaniem tematu menopauzy coraz więcej z nas głośno mówi o zainteresowaniu seksem, także w wydaniu solo. Do samomiłości zachęca nas nowoczesna medycyna, psychologia i zmieniająca się obyczajowość. Już 57 proc. kobiet przyznaje się do masturbacji, przede wszystkim panie dojrzałe, doceniające ulgę jaką w okresie meno daje seksualny wysiłek i odprężenie. Na naszych oczach zmienia się też podejście do gadżetów erotycznych. Według „Seksualnej mapy Polki” korzysta z nich 37 proc. rodaczek. (Ciekawostka: kto wie, która „zabawka” cieszy się największym powodzeniem wśród kobiet dojrzałych? Według edukatorki seksualnej Joanny Keszki to… wibratory trzypunktowe). Cokolwiek jednak zabieramy do łóżka, niech to zawsze będzie najwyższej jakości.
Tekst: A. Augustyn-Protas